
Na początku wszystko jest świeże, nowe i atrakcyjne.
Ona zawsze starannie uczesana, w najnowszych trendów sukience, sandałkach i z nieschodzącym z malinowych usteczek uśmiechem. On z poczuciem humoru, pachnący, wyprasowany, dżentelmen w każdym calu. Ona zawsze zadowolona, on nadskakujący. Ona miła, ciepła i niekonfliktowa, on zabawny, męski, z szerokim gestem...
I tak to trwa, czasem pół roku, czasem rok, czasem nawet dwa...
Aż któregoś dnia budzimy się nagle, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, i własnym oczom nie dowierzamy: Sen się skończył!
Tak nagle?
Nie nagle, proces przecież trwał, tle że my, w różowych okularach, mieliśmy zawężone pole widzenia. A teraz klapki opadły i mamy na tacy żywą prawdę.
I nie wiedzieć czemu, tej prawdy zaakceptować nie chcemy...