czwartek, 18 grudnia 2014

Last Christmas, czyli jak sobie radzić ze wspomnieniami?

Grudzień.
Pierwszy biały puch pokrywa drzewa, skrzypi śnieg pod butami, lśnią w słońcu płatki wirujące na wietrze. Sielanka.
Kochamy takie święta, zachwycamy się choinką, nucimy kolędy, spotykamy z bliskimi. Może nawet planujemy już sylwestrowy wypad w góry? A jeśli nie teraz, to może w ferie...
Zima. Czas pięknych wspomnień.

No właśnie. Święta to czas, kiedy dopadają nas wspomnienia. I nie zawsze jest to tak cudowne, jak by się mogło wydawać. Bywa, że właśnie dzięki owym wspomnieniom, święta to dla nas czas męki i łykania gorzkich łez...


Może jest tak, że przy wigilijnym stole, zabrakło czyichś oczu nad pustym talerzem...
Jeśli zmarł ktoś nam bliski, to mamy żałobę, nasz smutek jest uzasadniony, każdy z bliskich rozumie, wspiera, pomaga. Jakoś można to przetrwać.
Gorzej, jeśli ten ktoś, kogo opłakujemy, zwyczajnie odszedł. Znaczy mam na myśli „dał nogę”, zwiał, zostawił nas, porzucił, trzasnął drzwiami i ślad po nim zaginął. Wiele osób nie rozumie czemu płaczemy, bo przecież "to był zwykły drań". I jest nam źle.
Jeszcze gorzej, kiedy oprócz wspomnień, które ranią, zostały nam po nim długi lub zapłakane pociechy, które wciąż pytają o tatę.
Jak sobie z tym poradzić?

Nie jest to proste.
Święta to czas, kiedy jakoś mniej sobie radzimy. Na co dzień jeszcze jako tako udaje nam się nie myśleć. Pędzimy, zatracamy się w pracy, obowiązkach, pasjach, zadaniach. Biegiem, biegiem i czas przelatuje. Ale w święta...
W święta mamy więcej czasu na myślenie. Na wspominanie, analizowanie, na żal. Że dlaczego tak? Dlaczego my?

Najgorsze są chyba pierwsze święta po rozstaniu. Kiedy może jeszcze wierzymy, że to da się naprawić, że on wróci, że zrozumie, że żałuje.
Nasłuchujemy najpierw sms-a w komórce, albo telefonu od niego. Potem pukania do drzwi. Bo może właśnie dziś, w wigilię, on zapuka do drzwi, siądzie nad pustym, ustawionym specjalnie dla niego – zbłąkanego, talerzem. I wszystko znów będzie pięknie. Tak jak powinno być. Tak jak przed rokiem. Tak jak wtedy, gdy trzymając Cię w ramionach pod świątecznym drzewkiem, przyrzekał nigdy nie przestać Cię kochać...

Są dwie opcje. Każda oparta na tych samych zasadach działania:
1. Przemyśleć
2. Zadziałać

Najpierw przemyśl, czy faktycznie było tak sielankowo?
Jeśli nie było źle, to rozważ, czy jest dla Was szansa na nowy początek. Bo może to tylko kłótnia, może kryzys, może chwilowy spadek amplitudy uczuć, ale jeszcze nie wszystko stracone?
Jest nadzieja? To świetnie. To może zamiast czekać, Ty sama zadzwoń do niego? Zaproś go na wigilię, albo sama zapukaj w grudniowy wieczór do jego drzwi.
Raz się żyje! Kto nie ryzykuje, nie pije szampana ;) A nuż się uda? A nuż on na to czeka?

A jeśli przemyślisz i uznasz, że było fatalnie, że jest Ci smutno i żal, ale tu nie ma szans na powrót...
Zapełnij sobie czymś lub kimś te dni. Zaproś znajomych, pojedź do kochanej babci, zorganizuj wypad na narty z przyjaciółmi,wyjście do dyskoteki, wieczorek z kumpelkami przy grzanym winku itp. Cokolwiek, co pozwoli nie myśleć i nie popełnić wielkiego błędu, jakim byłby telefon pod wpływem alkoholu i chlipanie w środku nocy w słuchawkę, kiedy on akurat zasnął przy boku innej! Tylko nie to! W żadnym razie! Żadnych nieprzemyślanych kroków, których możecie długo żałować!

Święta to trudny czas. Trudny dla samotnych, bo smutno. Trudny dla kobiet z rodzinami, bo tyle obowiązków, tyle biegania, nie wiadomo w co ręce włożyć... A mimo tego, to przecież tak wyczekiwany czas!

Życzę Wam wszystkim pięknych, ciepłych świąt Bożego Narodzenia.
W parach czy w pojedynkę, i tak jesteście wyjątkowe i wspaniałe. Pamiętajcie o tym. Zawsze!
Niech nic i nikt nie zepsuje Wam tych magicznych chwil!

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia! :)
Ala