
Ona zawsze starannie uczesana, w najnowszych trendów sukience, sandałkach i z nieschodzącym z malinowych usteczek uśmiechem. On z poczuciem humoru, pachnący, wyprasowany, dżentelmen w każdym calu. Ona zawsze zadowolona, on nadskakujący. Ona miła, ciepła i niekonfliktowa, on zabawny, męski, z szerokim gestem...
I tak to trwa, czasem pół roku, czasem rok, czasem nawet dwa...
Aż któregoś dnia budzimy się nagle, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, i własnym oczom nie dowierzamy: Sen się skończył!
Tak nagle?
Nie nagle, proces przecież trwał, tle że my, w różowych okularach, mieliśmy zawężone pole widzenia. A teraz klapki opadły i mamy na tacy żywą prawdę.
I nie wiedzieć czemu, tej prawdy zaakceptować nie chcemy...
Znacie choć jedną osobę, która ocknęła się ze słodkiego snu i ucieszyła z tego co zastała?
Nie znacie? No właśnie :)
Człowiek lubi marzenia i swój wewnętrzny świat. Choćby nie wiem jak bardzo odbiegał on od rzeczywistości, wierzymy że istnieje, że jest realny. I trzymamy się tego kurczowo. Jak długo się da...
A jak to jest z tym nagłym ocuceniem w związku?
Ano tak, że w którymś momencie hormony szczęścia i pobudzenia wyciszają się i zaczynamy wracać z bajki do rzeczywistości...
Ona na swoje humory i jakby przytyła. On goli się tylko kiedy musi i zamiast iść z nią na spacer woli mecz z kumplami.
Jeszcze gorzej ma się sytuacja, kiedy zamieszkamy razem. Teraz wszystko widać jak na dłoni: Drażni go, że ona godzinami rozmawia przez telefon. A to z koleżanką, a to z mamusią. Zapytana najczęściej zrzędzi lub strzela focha. Gotuje jako tako, najlepiej pierogi z pobliskiej gastronomii. Rozrasta się w niej wszystko wprost proporcjonalnie: i odrost na włosach większy, i obwód w pasie, i majtki xxl... Trudno oko zawiesić, więc zawiesza na telewizyjnym ekranie.
On tak niegdyś spontaniczny, wsiąkł w fotel i ani drgnie. Porozciągany dres, walające się skarpetki, puste puszki po piwie, niezamknięta klapa od sedesu... O komplementach, wyjściach do kina, czy miłym wieczorze we dwoje możesz zapomnieć. Mina cierpiętnika murowana, decybel podniesiony, wieczne pretensje. I nuda, nuuuuuda.....
Co zrobić?
Opcje są jak zawsze. Widzę co najmniej trzy :)
1. Odejść

2. Zostać i machnąć ręką
Niech siedzi jak siedział. Zajmij się sobą. Pójdź na pływalnię, na aerobik, wyjdź z dziewczynami do klubu albo pojedźcie z koleżanką na weekend do spa. Zabawisz się.
A on? Albo zmądrzeje i zacznie myśleć, jak poprawić zaistniałą sytuację, zanim mu zwiejesz, albo... Albo na dyskotece poznasz kogoś nowego ;) Tak czy siak problem z głowy :)
3. Zawalczyć!
Czyli usiąść we dwoje, porozmawiać. Powiedzieć szczerze co kogo boli, co komu nie pasuje, co drażni. Ustalić co jesteśmy w stanie zmienić, z czego zrezygnować, co poprawić, a na co w żadnym razie nie pójdziemy. Jeśli nasze priorytety są zgodnie – szanse są wielkie. Nawet jeśli nie zmienimy 100% to już poprawa 45% daje dużą nadzieję na zmianę. Z czasem można pójść dalej i dalej... Ważne, żeby te zmiany były trwałe.
I podstawa: Obie strony się starają! Nie tylko dziś, czy jutro, ale ZAWSZE!
I ostatnia rada:
Jeśli nie jesteś pewna, czy chcesz walczyć, czy wolisz poszukać nowej „opcji”, pomyśl:
Co Ci się w nim podobało, kiedy go poznałaś? Co było dla Ciebie ważne, a on to miał? Już wiesz? Ok. To teraz pomyśl:
1. Czy te cechy/sytuacje/zachowania nadal są dla Ciebie ważne?
2. Czy on nadal ma te cechy/zachowania, które tak Ci się kiedyś podobały?
Jeśli na oba punkty odpowiedziałaś „tak” - walcz. Bo jest o co!
Jeśli natomiast to Ty się zmieniłaś, albo on jest już kimś zupełnie innym – zastanów się. Być może nie ma już fundamentu, an którym można by cokolwiek budować...

No, chyba że to jakaś nasza pasja, która staje się miłością naszego życia. Wtedy nie sposób się oderwać, zapomnieć, znudzić :)
A gdyby tak... A gdyby tak, ten drugi człowiek, obok nas, stał się od teraz nasza pasją? Czymś co pragniemy zgłębiać, odkrywać, pielęgnować. Kimś, komu chcemy wychodzić wciąż naprzeciw. I walczyć o to, szanować, budować, dbać.
Czy miłość nie jest warta tego, by stać się naszą największą pasją, podróżą, sensem, zagadką...?
Przemyślcie to. Najlepiej we dwoje :)
Pozdrawiam, Ala
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz