sobota, 8 września 2012

Tak strasznie tęsknię...

Tęsknota. Potwornie przygnębiający stan. Potrafi sprawić, że nie jemy, nie śpimy, nie potrafimy się skupić na nauce czy pracy...
A czasem jest niezwykle motywująca i budująca. Odświeża i wzmacnia więzi.
Czyli tęsknota to dobra, czy kiepska sprawa? To pozytyw czy zło konieczne?
Jak to jest z tą tęsknotą?

Być może ten ktoś wyjechał i tęsknota Cię zżera. Każdego dnia zastanawiasz się czy wytrzymasz, czy nie zarwać się, nie spakować i nie ruszyć do niego. Byle szybciej, byle już.
Tęsknota to wówczas napęd, motor, wiatr w żagle. Jak mówi jeden z wielu, ale chyba bardzo udany cytat: "z tęsknoty pisze się wiersze".
O tak. Dwoje zakochanych, tęskniących ludzi potrafi zmienić się nagle w artystów :) Pisać  wiersze czy piosenki, układać muzykę, malować obrazy... Wszystko po to, by wyrazić swoje uczucie, przelać je, pokazać jak nam zależy, kiedy nie możemy powiedzieć tego komuś w twarz, przytulic się, pobyć razem...

Czyli mimo, że boli, że budzimy się i od razu w głowie mamy jedną myśl: "tęsknię za tobą", to jednak jest to konstruktywne. Bo nas rozwija. Bo nam uświadamia, że czujemy, że nam zależy, że pragniemy by ta osoba była stale w naszym życiu.

A czasem, gdy nie jestesmy pewne, czy ten związek ma sens, rozstanie uświadama nam co czujemy. Jeśli tęsknimy, to bardzo dobry znak. Jeśli on tęskni, to mamy pewność, że mu zależy ;) I nam też :) A jeśli do tego myśląc o ukochanym dostrzegamy jego zalety, przypominamy sobie dobre chwile, wyjatkowe momenty, powody dla których to jest ten właściwy - same plusy :)
Tęsknota buduje. A może odkryjesz jakie braki miał Wasz związek i jak je naprawić? Też dobrze :)
Ciesz się tym, że czujesz. Że masz kogoś, za kim tesknisz z wzajemnością. Paradoksalnie - nie kazdy ma tyle szczęścia...


Bywa, że rozstałaś się z kimś. Że to koniec. Ale nadal tęsknisz. Umierasz z tęsknoty. Rozpamiętujesz wszystko, dręczysz sie tym, rozdrapujesz rany...
Jest taki aforyzm: "Tęsknota i wróblowi przypina złote pióra" (Lidia Jasińska). Co to znaczy? Że pewnie przeceniasz zalety swojego bylego. Że we wspomnieniach te złe chwile zatarły się, a te dobre rozrosły do granic możliwości.
Czasem ze strachu przed samotnością, pod presją rodziny, znajomych, w depresji, mamy skłonność do myslenia o powrocie do tego, co nie dawało nam szczęścia, ale było znane, przewidywalne. I  oszukujemy się, napędzamy, tęsknimy za minionym czasem...
Odradzam. Patrz do przodu, nie wstecz!

Tym gorzej, jesli to nie byla wspólna decyzja o rozstaniu, ale to Twój były odszedł, a Ty tęsknisz. Kobieto, stop! Nie marnuj czasu na wzdychanie do gada, który Cię zostawił! Głowa do gory i do przodu!

Jak sobie radzić z tęsknotą? Spróbuj kilku sprawdzonych sposobów:
- nadrób zaległości w lekturze książek ulubionego autora,
- poszalej na roli :) znaczy podziałaj na działce lub w ogrodzie,
- spotykaj się z przyjaciółmi, zwłaszcza z tymi dawno niewidzianymi (więcej rzeczy do obgadania),

- odwiedzaj: rodziców, babcię, ciocię, chrześniaka...
- weź się za nauke, np. języka obcego,
- rozwijaj pasje, np. możesz zapisać się na kurs tańca, garncarstwa, śpiewu (czegoś, co sprawi Ci przyjemność, na co nie miałas czasu, gdy byliście razem),
- zacznij chodzić na siłownię, regularnie biegać lub spróbuj aquaaerobiku (ruch poprawia kondycję i stan zdrowia, a przy okazji bardzo poprawia samopoczucie),
- rozwijaj sie artystycznie, np. możesz namalować obraz, napisać wiersz, piosenkę (przelej uczucia!)
- narzekasz na brak pieniędzy, wiec może wykorzystaj czas na drugi etat czy dodatkowe nadgodziny, zamiast chlipac w fotelu ;)

Kolejny raz sprawdza sie stare porzekadło: Boli serce - zajmij głowę, boli głowa - zajmij ręce :) Grunt, by przekuć tęsknote na coś produktywnego, zamiast się zamartwiać. I docenić tą konstruktywną. Powodzenia. A.S.