środa, 12 września 2012

Mój facet pije...


Zastanawiasz się czy on ma problem z alkoholem?
Ile to jeszcze norma, a od kiedy to przesada?
Czy codzienne picie jest dopuszczalne? Czy to już może nałóg?
I najważniejsze: zostać z nim czy może odejść?
Przeczytaj ten post!

Przejrzałam fora. Pogadałam z kumpelkami. Pogadałam z kumplami. Hmm....Generalnie codzienne piwko, po pracy, przed telewizorem niby problemem nie jest. Niby. Jednak większość kobiet patrzy na to z pewną obawą. Bo skąd mamy wiedzieć, że to nie jest początek nałogu? Że człowiek, który dziś jest trzeźwy, miły, sączący piwo dla relaksu, nie zacznie potem sięgać po mocniejsze gatunki alkoholu? No skąd?

Obawy są. Uzasadnione. Osobiście miałam kumpla w pracy, który wypijał codziennie jedno piwo, potem dwa... Doszedł do 8 dziennie plus wódka. Potem w grę szybko weszły agresja i przemoc. Rodzina mu się posypała. Co przeżyła jego kobieta to wie już tylko ona i ..on (o ile w ogóle pamięta co robił po pijaku). Ja, z podbitym okiem niejeden widział... Dla dzieci przetrwała. On się zaczął leczyć. Dziś nie pije. Ale co złe, na zawsze gdzieś miedzy nimi zawisło i pewnie nieraz powraca...
 I tak dobrze się to skończyło, bo niejeden wcale się leczyć nie chce i nie będzie. Więc trzeba dobrze patrzeć na ręce zanim powiesz komuś sakramentalne "tak", zanim powierzysz życie swoje i życie małego człowieczka komuś nieodpowiedniemu...

Wracając do tematu: jedno piwo... Panowie powiedzą: to normalne, panie powiedzą: to niepokojące.
A co, jeśli to nie jest jedno piwo? Lub jeśli na to piwo wychodzi z kolegami, wraca w nocy lub nad ranem? A gdy pije wyłącza telefon i nie sposób go namierzyć? Cóż... Promile inteligencji nie służą, nie oczekujmy logiki ;)

Niejeden facet wychodzi na piwo. Wielu wychodzi z kumplami. Kumple to nic złego. Pod warunkiem, że pod ich wpływem nasz pan nie zaczyna dziwnie się zachowywać czy kręcić czegoś na boku za ich namową. Jeśli nastawiają go przeciw Tobie - walczyłabym o ograniczenie takich znajomości. Wiem, to trudne. Czasem to wręcz walka z wiatrakami. Bo facet za punkt honoru bierze sobie te męskie spotkania, dające mu poczucie wolności, i za nic nie chce z nich rezygnować. A napuszczony przez kumpli gotów jest walczyć z Tobą do upadłego.
Rada? Oduczać można tylko na początku. Kiedy panowie są zakochani, starający się, układni - możesz coś jeszcze wskórać. Później już nic. Kropka. Amen. Więc jeśli działać to na wejściu. Jak to mówią: kuj żelazo póki gorące ;) Potem...zapomnij, przepadło...

Ale jeśli Ci to nie przeszkadza, jeśli nie widzisz nic złego w codziennym drinku czy piwie, jeśli jego wyjścia są rzadkie i nie kończą się dramatem - odpuść. Lepsze to niż zrzędzenie, nerwy i przegrana z góry walka.

Ważne: przyjrzyj się zawczasu jego rodzinie! Ojcu, bratu, dziadkom. To Ci wiele powie. Pijący dziadek i ojciec nie rokują dobrze. Wiem, bywa inaczej. Ale zauważ - "bywa". A "jest" jednak najczęściej tak samo. Niedaleko pada jabłko od jabłoni...

Jedno tylko na koniec:
Jeśli Twój facet za dużo pije, jeśli pod wpływem alkoholu Cię obraża, wyzywa, awanturuje się - odejdź. Jeśli jego wyjścia na piwo z kumplami kończą się przemocą w domu, agresją, poniżaniem, strachem - odejdź czym prędzej! Nikt nigdy nie ma prawa Cię uderzyć czy upokarzać. Pod żadnym pozorem! W żadnych okolicznościach! Nikt! Nigdy!
I nie wierz, jeśli na drugi dzień przeprasza, obiecuje poprawę, dla Ciebie, dla dzieci, przysięga na krzyż i nieżyjącą matkę... Nie wierz! Kłamie! Może sam w to w danej chwili wierzy, ale jednak kłamie. Odejdź. Ratuj siebie póki czas! Oni się nie zmieniają. No, czasem zdarza się jakiś wyjątek. Ale on tylko potwierdza smutną regułę - pił? Będzie pił!

I ostatnia rzecz: kiedy poprosi o wybaczenie "na rany Chrystusa" i takie tam... Wybacz. To twój chrześcijański obowiązek :) I odejdź. To też Twój obowiązek - wobec siebie, dzieci, Twojego życia, Twojej godności, Twojej wartości! Bo jesteś najcenniejsza rzeczą, jaką posiadasz. Nigdy o tym nie zapominaj!