czwartek, 5 kwietnia 2012

kłótnie i ciche dni

Nie ma związku bez kłótni. Nie ma. Jeśli ktoś powie, że taki jest, to od razu stwierdzam, że albo to układ bezuczuciowy i każdemu jest obojętne co się dzieje, więc o nic się nie kłócą, albo dwoje dziwaków z lekkim zaburzeniem psychicznym się zebrało i robią wyjątek od reguły ;)
Kłótnie muszą być. Tak to już w relacjach damsko - męskich bywa. Nawet z najlepszym przyjacielem się pokłócisz, to co dopiero ze swoim ;) Bo trudno mieć zawsze takie samo zdanie na wszystkie możliwe tematy. Bo czasem człowiek nie wytrzyma i skomentuje czyjeś występy ;) Bo ktoś temperamentny jest i musi :D Bo oczyścić atmosferę czas. Bo...godzić się potem jest baaaardzo fajnie? :D 
Nieważne, grunt że kłócić się można. I trzeba. Ale trzeba wiedzieć jak! I ważne, by wyciągać z tego konstruktywne wnioski i w efekcie końcowym wprowadzić oczekiwane zmiany :)

Jak się kłócą kobiety?
Różnie :) Ale przede wszystkim emocjonalnie do granic. Krzyczą, płaczą, szlochają, czasem przeklinają, niekiedy rzucają rzeczami (głównie Włoszki, choć znajoma nieraz stołeczkiem w lubego grzmotnęła ;)).
No i wyciągają stare sprawy, wygrzebane w śmietniku niepamięci, te, do których miały już nie wracać. A to, że on 10 lat temu jej kwiatów na rocznicę nie kupił, a że się dwa lata temu obejrzał za jakąś, a że jej nie pochwalił, gdy na święta nowa fryzuję miała. Że on zawsze coś tam, że on nigdy nic tam...Bla bla bla... A potem foch i obraza na kilka dni. Ciche dni w domu nastają... ;)
I po co dziewczęta? Po co? Przecież chłopina jak to naukowo udowodniono, pamięta jedynie pierwszych sześć słów, które do niego wypowiadamy :D Kolejnych już nie rejestruje, nadaremna Twoja mowa kochana.
A jeśli nawet coś tam dotrze,  to tylko to, co on chce. Wybiórcze słuchanie mają :P Potrafi udać, że to nie do niego i koło niego. Ot, taka ich gra. A my się niepotrzebnie produkujemy :)

A oni?
Facet potrafi dwie rzeczy - albo się wydzierać, albo trzaskać drzwiami. Nie ma wersji trzeciej. Tylko te dwie. Oczywiście z możliwymi urozmaiceniami. No na przykład przyłożyć niekiedy może (ale z takim to chyba nie siedzicie?), albo waląc drzwiami  nasze ulubione buty zniszczyć w odwecie :P Różne takie. Konstruktywnie pogada tylko wtedy, gdy jest niewinny i ma na to dowody. Ale kiedy to bywa? ;) Prawdopodobieństwo bliskie zeru. Więc się drze, by przekrzyczeć nasze racjonalne stanowisko, albo wychodzi, bo wie, ze cokolwiek powie, będzie to użyte przeciwko niemu. Cóż, dowody są po to, by je wykorzystywać przeciwko winnemu. Prawda Wysoki Sądzie? ;)

Więc jak? 
Tak czy siak dziewczyny - albo do nich spokojnie, bez nerwa, z zaskoczenia krótko i na temat, albo nici z rozmowy. Facet jak słyszy: "Kochanie, musimy porozmawiać" od razu wkłada buty i opuszcza tonący okręt! Dyplomatycznie! Przygotujcie najpierw grunt. Niech będzie miło, ciepło, niech się zwierzątko uspokoi, nie stresuje i wtedy - cap, mamy Cię :D Znienacka. Może wrośnie w ziemię i odpowie? Szansa jest. Chyba, ze go zamuruje na amen, to i tak ni słowa nie wyciągniecie ;) 
A wiecie, że jeśli się oboje drzecie to raz, że gardło potem boli, dwa, ze nie słychać wcale co to drugie wrzeszczy, bo sami siebie zagłuszacie? :D Bezsens totalny :P Wydzieranie się nie przynosi efektu. Spokój i strategia! Jak we wszystkim. Bez emocji, łagodnie. Pamiętać po co się mówi i co się chce osiągnąć. Tą metodą szybciej dostaniecie czego pragniecie, niż decybelami, wierzcie mi ;)

A jeśli już nic nie pomogło i awantura doszła do skutku?
I jest już po... Radzę - ochłoń, pomyśl, czy nie powiedział czegoś, czego mu nie darujesz. I od razu mu to w twarz! Niech się kaja. I niech się uczy, jak ma się zachowywać w stosunku do Ciebie! Nie pozwalasz sobie na to i on ma o tym wiedzieć. Bo inaczej, cóż... Zawsze możesz pokrążyć po opłotkach ;)
A jeśli uznasz, że w sumie nic się nie stało, to dogaduj się. Wyciągnij rękę. Albo czekaj na jego dłoń. Jak dla mnie idealnie jest, kiedy ludzie robią to na zmianę. Po co trwać w nieprzyjaznej atmosferze? ;) No, chyba, ze ktoś ewidentnie zawinił - wtedy nie ma opcji: przeprasza ten, kto podpadł. I tyle.
A godzić się  fajnie jest, oj fajnie jest :D To najlepsza część kłótni ;)

No a jeśli trafisz na pana "zatnę się, a nie odezwę się"? Bo i takich znam. Miesiąc potrafią słowem się nie odezwać. Horror jakiś :/ Ja bym olała typa, bo nie cierpię takich. Totalnie bym nie zauważała. Gdybym mogła, to w ramach pokazu: Dla mnie nie istniejesz, przeszłabym przez niego :P Wiem, nie da się :D Ale poważnie - dla mnie taki Pan Foch to nie facet. Facet ma jaja - albo powie w czym rzecz po męsku, albo to baba najgorszego formatu. A jeśli takiego masz i chcesz się z nim męczyć dalej - rób co uważasz. Ale jeśli raz się ugniesz - on uzna metodę nieodzywania się za skuteczną i będzie ją stosował. Nie tylko w sporach. To będzie swoisty szantaż, a Ty będziesz zakładnikiem cichych dni. Nie zazdroszczę :( I powiem Ci jeszcze jedno - jeśli mu zależy na Tobie, to nie będzie grał mimozy tygodniami. Bo kocha. A jak nie...To wiesz gdzie drzwi, nie?

Kłóćmy się, gdy trzeba i nie ma innego wyjścia :) Czasem wykrzyczenie czegoś pomaga. Ale nie rańmy się nawzajem, bo słów cofnąć się nie da, czasem zaboli za mocno i ... I różnie bywa, różnie bywa... Nie wszystko można wybaczyć...!
Facet w domu to fajna rzecz. Tylko nie dajmy się zwariować - niech on nas nie nakręca,  a my go narzekaniem nie wykończmy ;) W końcu przecież... Może nam się jeszcze do tego i owego przydać, nie? ;) 
Macham, Ala Sin