środa, 23 maja 2012

Związki na odległość



Nikogo już nie dziwi taki obrazek współczesnej rodziny: kobieta i dzieci tu, on tam. Za granicą, zarabia, pracuje, nie wraca. Czasem kilka miesięcy. Czasem wiele lat.  
Związek na odległość.
Czy to jest jeszcze związek? Czy to ma szanse przetrwać?
A co z miłością, którą dzieli wiele kilometrów, miasta na różnych końcach Polski? Czy tacy ludzie mają szansę na wspólną przyszłość?
To nie jest łatwe, podjąć decyzję o wyjeździe. O wyjeździe na dłużej. Trzeba nastawić się na smutek, samotność, świadomość liczenia tylko na siebie w codziennych kłopotach. To sztuka tęsknienia.

Kobieta, która zostaje, ma cały dom na swoich barkach. Tak, on owszem wyśle pieniądze, ale na tym koniec. Przyjedzie na święta, czasem w wakacje wpadnie. Jak gość. I narasta między Wami mur obcości. Bo jak być blisko tak nagle, po powiedzmy półrocznym odwyku? Trudno się przytulić, bo ten ktoś jest... jak nieznajomy! Może to i ma swój urok, ale budowaniu poczucia więzi nie służy. Na pewno nie służy!

Czasem w kobiecie narasta żal, że musi wszystko sama, że nie ma obok niej ramienia, na którym może się wesprzeć. A i mężczyzna dzwoni coraz rzadziej, coraz krócej rozmawiacie. Wspólne tematy np. dzieci, rodzina, znajomi szybko się wyczerpują i nie ma co milczeć - rozłączacie się.
Ta miłość na odległość traci swój urok. I nagle na scenę wkraczają dwie emocje:
- albo zazdrość, bo nie wiesz z kim spędza czas, co robi po pracy, kogo poznał - to znak że Ci jednak na nim zależy lub że bronisz trwałości rodziny,
- albo obojętność - odzwyczajasz się od niego, nie czujesz tęsknoty, coraz rzadziej o nim myślisz... Zapominasz...

Oba te uczucia są zgubne. Zazdrość sprawia, że szalejesz, nie myślisz racjonalnie. Może zatruć Twoje życie, życie Twojego partnera. Bo jeśli jest bezpodstawna to on będzie miał żal, ze mu nie ufasz. A Ty i tak niczego z domu nie jesteś w stanie wyniuchać ;)  A jeśli coś zwąchasz to masz marne szanse na przeszkodzenie czy zebranie dowodów.
Wiem, wiele związków się tak rozpadło. Bo on tam kogoś poznał i nie wrócił. Bo ona wypłakiwała się tutaj na czyimś ramieniu i gdy on wrócił, to nie miał już tak naprawdę do czego ... I tak bywa. Czasem trzeba przemnożyć ilość kilometrów między miastami przez współczynnik obojętnienia i zdrady i przemyśleć wynik. To się może niestety stać i z Wami. Oby nie.

A obojętność? No chyba nie muszę tłumaczyć jakie szanse na przetrwanie ma związek, w którym nikt nie tęskni, nie czeka, nie wygląda? Co najwyżej czeka na przelew ;) Bo taka miłość nie przetrwała. Odległość ja zabiła.

Inny przykład to związki ludzi z innych miast, oddalonych z powodu codzienności - mieszkanie, praca, rodzina. Poznają się powiedzmy nad morzem. Ona z Tatr, on z Wielkopolski. I miłość ich dopada :) I odpuścić nie chce ;) Ciężko jest przeżyć rozstanie, ciężko przetrwać bez siebie. Tęsknią, dzwonią, piszą. Związek trwa, ale to w zasadzie bardziej związek przez internet niż realny. A jednak się zdarza :)

Można i tak. Jeśli ludzie się kochają, jeśli potrafią budować więź na odległość, niech budują. Jeśli potrafią mówić sobie przez telefon o wszystkim, o każdym codziennym wydarzeniu, niech dzwonią. Jeśli w tym wszystkim będzie uczucie, nie tylko suchy raport, to pięknie. Może przetrwacie. Ważne, że i Tobie i jemu zależy. Ale do czasu, bo każda miłość chce happy endu. Wiecznie się tak na odległość żyć nie da :)

Prędzej czy później któreś z Was musi zdecydować się na zmianę miejsca zamieszkania i dołączyć do swojej połówki, czy wyjechać za granicę do swojego partnera. Albo to on wróci do was, do kraju.
Tego wymaga bycie razem. Bo bycie razem to jest bycie fizycznie obok siebie na co dzień!
Relacje buduje się w spotkaniach, we wspólnym działaniu, w kontakcie ze sobą. Inaczej to iluzja. A na iluzję szkoda czasu.
No, chyba że Wam pasuje tzw. luźny związek, w którym nikt w nic nie wnika, każdy robi co chce i nie pyta ani o zdanie ani o zgodę. Można i tak. Tylko po co? I co to w ogóle za związek? Szkoda złudzeń :/ Pozdrawiam, Ala Sin