niedziela, 30 sierpnia 2015

Mądrość ludowa. Czyli: Co mi babcia powiedziała

Babunia moja, lat dobrze ponad osiemdziesiąt, rad mi niekiedy udziela. Rzadko, bo wie, że i tak
zrobię co zechcę ;)
Jednak mimo tego - udziela.
W zasadzie dwóch rad, wciąż tych samych, z uporem maniaka...

Przez wiele lat miała te jej rady w głębokim poważaniu. Ba! Uważałam wręcz, że co ona tam wie, że to brednie, gadanie starej kobiety, która niewiele o życiu wie, więc co ona może mi mądrego powiedzieć w czasach technologii i pędzącego czasu? Nic.

Jednak im jestem starsza, im więcej mam doświadczeń, przeżyć i przemyśleń, tym jaśniej dostrzegam...mądrość jej wypowiedzi! Bo... Ona ma rację! Stety, niestety....
I czasem mi żal, że jej od razu nie posłuchałam ;)

Oto, czego uczy mnie babcia:



1. Każdy chłop jest taki sam. Nie ma po co zmieniać.

Powiecie: Brednie!
I oczywiście, macie rację. Bo przecież ten blondyn, tamten szatyn, ten wysoki, tamten niski, ten piegowaty,a ten łysy. Jeden jest prezesem, inny dozorcą, jeden ma doktorat, a drugi nie skończył nawet zawodówki. Ten nerwowy, tamten flegmatyk, jeden myśliciel, drugi człowiek czynu, ten dusigrosz, tamten rozrzutnik, jeden społecznik, inny domowy pantofel...
Też tak to jej powiedzenie kiedyś rozumiałam i miałam tę radę za niemądrą.

Jednak dopiero po jakimś czasie załapałam sens tego stwierdzenia!
To nie w tym rzecz jaki ten "chłop" jest. Rzecz w tym, że każdy, bez wyjątku każdy, ma wady. I ma zalety. Że jeśli porzucimy jednego, bo był powolny jak żółw, dla innego, szybkiego, to ten szybki też będzie miał w sobie cechę, która doprowadzi nas prędzej czy później do szału.
(Oczywiście nie mam tu na myśli alkoholików, damskich bokserów czy psychopatów. Tych zawsze warto wymienić na lepszy model!!!)

Nikt nie jest bez wad. Mamy je wszyscy. Moim zdaniem, aby dobrze wybrać partnera trzeba się trzymać tylko jednej zasady; Wybrać najmniejsze zło. Czyli takiego, którego wady najmniej nas rozjuszają, są dla nas najmniej drażniące i są życiowo (w naszym mniemaniu) najmniejszą kulą u nogi. To podstawa.
A zalety? Każdy je ma. Fajnie, jeśli to są nasze ulubione zalety. Jednak podstawą jest unikanie wad, których znieść w kimś nie jesteśmy w stanie.


2. Więcej much złapiesz na miód, niż na ocet!

Ja, Ala, ja, wojująca kobieta...
Ileż to lat zmarnowałam na kłótnie, wrzaski, udowodnianie, że mam rację, fochy, obrażanie się, wojny podjazdowe, utarczki i milczące tygodnie z mężczyznami... Ile mnie to nerwów kosztowało, ile fajnych chwil mnie ominęło...
A bywało, że mimo tych metod, nie osiągałam tego, co chciałam!
Bo metoda nie tkwi w sile, a w podstępie!

Słodycz.
To jest broń, która otwiera masę drzwi. Pochwalić, pogłaskać, podejść i...osiągnąć cel :)
Bo przyznajcie same, że jeśli najpierw przywalimy komuś kamieniem w łeb, a potem go o coś poprosimy, to niewiele wskóramy? Poza odwetem oczywiście ;) Ale słodyczą? ^^

Wciąż się tego uczę. I póki co idzie mi opornie :p Ale metoda uważam - warta trenowania ;)


Tego mnie babcia uczy. Taka jest jej mądrość życiowa.
Być silną i miłą, a wszystkie drzwi się otworzą - zwłaszcza do męskiego serca ;)
I nie zmieniać ciągle "rękawiczek", bo jak to babcia mawia: "Lepszy diabeł własny, niż cudzy!" ;)

Miłego niedzielnego wieczoru :)

Ala S.