niedziela, 6 września 2015

Autodestrukcja. Czyli związek z masochistą

Czy to możliwe, że lubimy cierpieć?

Rzeczywiście są osoby, które sprawiają takie wrażenie.
Ciągle narzekają, stale się smucą, znajdują tysiące powodów do płaczu i wszystko widzą w czarnych barwach. Martwią się czy utrzymają pracę, nie znoszą swojej pracy, ale za nic jej nie chcą zmienić, mając pod opieką noworodka już przeżywają stres związany z jego maturą, a mając 30 lat zadręczają się myślami, co będzie w czasie emerytury i jak sobie poradzą, gdy zdrowie zacznie im szwankować.
Urodzeni pesymiści?

Być może jest to opinia nie do końca sprawiedliwa.
Wielu psychiatrów uważa, że taka osoba cierpi naprawdę, ale jednocześnie jest niezdolna do zmiany tego stanu.
O takiej osobie zwykliśmy myśleć i mówić – to jakiś masochista!


Mimo że to sformułowanie potoczne, psychologowie istotnie wyodrębniają taki typ człowieka – osobowość masochistyczna (wymiennie – osobowość samoponiżająca czy autodestrukcyjna).

Co można zaobserwować u partnera wykazującego cechy osobowości masochistycznej?
A może pewne cechy znajdziemy u siebie?

Oto cechy osobowości autodestrukcyjnej (osoby nazywanej potocznie masochistą):


- Sprawia wrażenie, jakby miała zapotrzebowanie na cierpienie.
- Ma trudności z przeżywaniem i wyrażaniem takich uczuć jak: radość, satysfakcja, poczucie przyjemności.
- Odrzuca ludzi i sytuacje, które mogłyby wzbudzić przyjemne uczucia.
- Na sukces czy dobrą wiadomość reaguje obniżeniem nastroju czy poczuciem winy.
- Ciągle się czymś zamartwia.
- Ma skłonności do licznych zniekształceń poznawczych (katastrofizuje, wyolbrzymia to, co może niepokoić, pomniejsza czy ignoruje to,co uspokaja).
- Wytrwale znosi ból, cierpienie, niewygody.
- Nie wykazuje zachowań mających na celu zmianę swojego położenia - nawet jeśli istnieje taka możliwość.
- Dużo robi dla innych, mając przy tym poczucie poświęcenia, umęczenia, bycia wykorzystywaną, jednak nie przerywa działań, które do tego prowadzą.
- Potrzeby innych stawia przed swoimi, przy jednoczesnym przeświadczeniu, że taka jej postawa jest niedoceniana.
- Wychodzi jej pomaganie innym, jednocześnie w swoim życiu ponosi porażki, choć obiektywnie mogłaby osiągać sukcesy (ma zdolności, możliwości, warunki, etc.).
- Jest skłonna do wyrzeczeń i poświęcenia na rzecz innych, nawet jeśli inni tego nie oczekują czy wręcz nie chcą.
- Reaguje na potrzeby innych natychmiast i bez zastanowienia, często wręcz je wyprzedza, zanim ktoś taką potrzebę wyrazi.
- W niezrozumiały dla innych sposób tak kieruje swoim życiem, że obraca się w gronie osób, które ją wykorzystują, z kolei te, które chcą jej realnie pomóc – odtrąca.
- Ma tendencję do wchodzenia w toksyczne związki.
- Sprawia wrażenie, jakby swoją postawą prowokowała innych do gniewu, odrzucenia czy wykorzystywania. Może wtedy doznawać poczucia upokorzenia, krzywdy, ludzkiej niewdzięczności.
- Nie interesują ją osoby, które dobrze się do niej odnoszą.
- Mimo deklaracji, że chce pomocy, realną pomoc odrzuca (czasem nie wprost, ale tak się jakoś dzieje, że nie korzysta z pomocnych rozwiązań).
- Na propozycję realnych rozwiązań reaguje gniewem.
- Reprezentuje zachowania autodestrukcyjne (nie dba o siebie, źle się odżywia, pali, etc.).
- Przejawia zachowania bierno-agresywne (jest np. złośliwa, daje do zrozumienia, itp.).
- Potrafi wzbudzać w innych poczucie winy ("tylko ja się przejmuję", "tyle z siebie dałam, a ty tego nie doceniasz").
- Ekspresja takiej osoby jest ograniczona, zahamowana. Sprawia wrażenie uległej, wręcz służalczej, niewidzialnej.

Znacie takie osoby? Macie takich partnerów?

Ja znam. Moja mama ma przynajmniej połowę tych cech i wierzcie mi - bez terapii nie dałoby się z nią żyć!

Przyjrzyjcie się sobie i swoim zachowaniom w związkach. Może warto zareagować i ratować, zanim nie będzie za późno? Bądźcie czujni!

Pozdrawiam, Ala