poniedziałek, 1 lipca 2013

Stara baba, czyli dialogi panów spod klubu seniora ;)

 
Zastanawia mnie jedno zagadnienie: Kim jest owa "moja stara"? Od jakiego wieku datuje się starość? Kiedy to mężczyzna jest już "stary", a od kiedy kobieta? Jak to w ogóle określić? I generalnie najciekawsze zagadnienie: dlaczego to nie działa tak sprawiedliwie w stosunku do płci pięknej, jak do brzydkiej?
Przykład poniżej:
  


W zeszłym tygodniu przechodziłam obok Miejskiego Domu Kultury. Mieści się w nim Klub Seniora (taki sam klub seniora jaki ma i Warszawa i Kraków i Gdańsk) - miejsce spotkań dla starszych osób.
I właśnie pod owym klubem usłyszałam następująca rozmowę:
Sytuacja: Trzech panów po siedemdziesiątce, pod drzwiami ośrodka
Dialog:
- Co tam u ciebie Janek? Nie nudzi Ci się?
- Aaa, no nudzi nudzi.
- A co ty porabiasz?
- A no nic. Spaceruję, w telewizor patrzę...
- A czemu do naszego klubu się nie zapiszesz? U nas spotkania, zabawy, tańce!
- Ja? Oszaleliście?! Ze starymi babami tańczył nie będę!!!
(Tu przypominam, że pan 70 wiosen na karku to już miał! :))

Starość. Co to dokładnie oznacza? Czy to metrykalne 60 czy 85? Czy może kwestia wewnętrznego
odczucia?

Moja babcia ilekroć stanie przed lustrem zaskoczona mówi: O Boże! To nie ja! Ja jestem młoda,
szybka, gładka, a to kto??? Kim jest ta pomarszczona baba, kulejąca i gruba?
Bo babcia 81 lat ma i nie pogodziła się do dziś z tym, że jest młoda w środku, a "powłoka" jej się psuje. Wie, że taka jest, ale nie rozumie czemu ciało się zmieniło, kiedy ona jest nadal taka jak wtedy, gdy miała dwadzieścia lat...

Jeszcze jedna sprawa:
Kobieta, która ma 50 lat, 40-latka uzna za młodego, atrakcyjnego faceta. Potencjalnego partnera? No nie wiem, nie każda. Trzydziestolatek to dla niej już dzieciak, zbyt młody dla niej, a dwudziestolatek to tylko wytrzeć mu nos i do przedszkola zaprowadzić ;)
Natomiast mężczyźni.... Facet gdy ma 20 lat uznaje dwudziestolatkę za super babkę, gdy ma 30 - wciąż mu się 20-latka podoba. A potem, czy ma 50, czy 90 wciąż uważa dwudziestkę za laskę wartą zdobycia. I za nic w niej swojej prawnuczki nie widzi!

Do tego dochodzi ciekawe zjawisko, że jeszcze w wieku dwudziestu czy trzydziestu lat równolatka jest dla mężczyzny ok,  ale już dla 40 czy 50-latka nie, już jest "stara"!
Umiecie to pojąć? Fenomen wybiórczego postrzegania jak nic ;)




Cóż drogie Panie...
Pozostają nam trzy wyjścia:
1. Zawsze mieć z dziesięć lat starszego faceta - wtedy nam starości nie wytknie ;)
2. Trzymać się młodo i nie dać się upływowi czasu (macie aż takie zacięcie?)
3. Mieć to wszystko w głębokim poważeniu. Być sobą i żyć w zgodzie ze sobą i upływem czasu. I przy odrobinie szczęścia spotkać takiego, dla którego ważniejsze będzie to, co masz w sobie, a nie to jak wyglądasz!

I tej trzeciej wersji gorąco nam wszystkim życzę :)